WRACAM DO POLSKI, DO SIEBIE

Z ZOSIĄ BRZEZIŃSKĄ – polską emigrantką przebywającą wiele lat w Stanach Zjednoczonych –
rozmawia Małgorzata Ogonowska

Małgorzata Ogonowska: Ile lat byłaś w Stanach?
Zofia Brzezińska: Od 2004 roku, 17 lat.

Dlaczego zdecydowałaś się na emigrację?
Uciekałam przed złymi wspomnieniami natury osobistej. W Stanach znalazłam się pod opieką wspaniałego przyszłego męża – opiekuńczego, odpowiedzialnego, który po pewnym czasie zaproponował mi małżeństwo.

Jesteś z wykształcenia muzykiem. Jak odnalazłaś się zawodowo w Chicago?
Pracowałam w prywatnej szkole muzycznej jako nauczyciel gry na fortepianie, potem założyłam własną działalność. Miałam ogromną satysfakcję, bo sposób kształcenia, wybór metod, podręczników, utworów muzycznych wynikał z moich doświadczeń pedagogicznych. Nie ma bowiem jednej metody dobrej dla wszystkich. Od zawsze byłam przekonana, że w muzyce szczególnie ważne jest indywidualne podejście do ucznia. Mam nadzieję, że te doświadczenia wykorzystam w Polsce. Tym bardziej że moi uczniowie odnosili sukcesy w konkursach stanu Illinois i regionu Chicago. Konkursy są trudnym wyzwaniem i zawsze starałam się też wytłumaczyć uczniom, że nie zawsze zdobywa się medale i że ważna jest droga, którą się przebywa, przygotowując się do występu. To przecież pokonywanie siebie, własnej słabości, co wiąże się z kształtowaniem charakteru np. poprzez dyscyplinę, poczucie odpowiedzialności. Moi uczniowie przez te 17 lat zdobyli około 300 medali i wyróżnień w trakcie tych rywalizacji. Największą satysfakcję odczuwali wtedy, gdy byli tak wysoko oceniani jak Azjaci, którzy słyną z pracowitości. Kilkoro z moich uczniów kontynuuje naukę gry na fortepianie w college’ach. Głównie to dzieci polskich emigrantów lub z rodzin mieszanych. Szkolnictwo muzyczne w Ameryce oparte jest tylko na lekcjach prywatnych.

Czy Twoja pasja przekładała się na finanse?
Tak. Byłam usatysfakcjonowana w jednej i w drugiej sferze.

To dlaczego wracasz do Polski?
Wracam do córki, która jakiś czas była w Stanach i nie zaaklimatyzowała się tam, bo obce jej były systemy wartości, które wyznawała młodzież w liceum na przedmieściach. Raził ją kult pieniądza i nastawienie na zabawę. Zostawiła w Polsce przyjaciół i poczuła się w Stanach wykorzeniona. Mimo że dobrze dawała sobie radę z nauką, w Ameryce czuła się obco. Tęskniła. A przecież czyniła postępy w szkole. Odpowiadało jej to, że pokonywała poziomy trudności np. w matematyce niezależnie od klasy, do której była przypisana. Edukacja tam jest elastyczna. W czasie wakacji można zapisać się na kurs przedmiotu np. z języka angielskiego, żeby pójść o klasę wyżej. Istnieje w Stanach możliwość zaliczenia wyższych klas z college’u, wtedy zyskuje się punkty za zrealizowany program i nie trzeba już za określony przedmiot płacić. College w Stanach jest płatny. Ale dobrze funkcjonuje system motywacyjny po to, by nauka była efektywniejsza i tańsza. Córka wróciła do Polski po skończeniu amerykańskiego liceum. Licencjat obroniła w Polsce, a studia z projektowania w Portugalii. W tej chwili pracuje w Warszawie jako Project Menager – zawsze promuje Polskę.

Co zadecydowało ostatecznie o Twoim powrocie? Nosiłaś się z takim planem od dawna.

Wracam do swoich – swojego świata, języka, kultury, wartości. Mam dalsze plany zawodowe. Opiekuję się starszym tatą, który przyjął moją decyzję z radością.

Jak oceniasz Stany?
Bardzo polubiłam Stany Zjednoczone, życie tam jest łatwiejsze. Kupno samochodu – nawet w ramach kredytu – zajmuje około godziny. Prawie wszystko można załatwić na telefon. Podstawową informacją, dzięki której możesz załatwić sprawy telefonicznie, jest podanie odpowiednika naszego peselu – social security number. Usługodawca zadaje również dodatkowe pytania uwiarygodniające tożsamość. W ten sposób mogę załatwić przepisanie gazu, prądu. Natomiast zarejestrowanie samochodu – z czym borykam się w tej chwili w Polsce – trwa w Stanach krótko. Amerykańskie sklepy, centra handlowo -usługowe oferują lepszą jakość – produktów, obsługi. Oferta zagranicznych sieciowych towarów np. tekstyliów w Polsce jest jakościowo nieporównywalnie gorsza niż w Stanach. Chodzi o ubrania i artykuły przemysłowe. Natomiast robiąc spożywcze zakupy w Polsce, zwracam szczególną uwagę na rodzimą żywność i dostawcę – jestem tu w kraju świadomym konsumentem. Staram się nabywać polskie artykuły spożywcze. W Stanach nauczyłam się, że należy kupować dobrej jakości żywność, bo to wpływa na zdrowie. W Stanach również przeglądałam informacje o kraju pochodzenia produktów, gdyż nie do zaakceptowania jest jakość żywności sprowadzanej np. z Kanady czy Meksyku. Ponadto nauczyłam się za granicą większej tolerancji wobec zachowań ludzi. Ameryka uczy takich relacji, ponieważ złożona jest z obywateli z całego świata. Każdy tam celebruje swoją kulturę, tradycję.

Jak odnajdują się na obczyźnie Polacy?
Polacy to naród pracowity, bogaci się. Rodacy mają piękne domy, drugie pokolenie wykształcone w Stanach żyje bardzo dobrze. Ci ubożsi, mniej przedsiębiorczy, starają się sami zapracować na własne utrzymanie. Nie nadużywają pomocy socjalnej – stanowej. Zauważyłam, że reprezentują tego rodzaju poczucie własnej wartości, szacunek do siebie, godność, że nie pozwala im to korzystać z socjalu.

Dlaczego tak chcemy wyemigrować do Stanów?
W tej chwili po otwarciu Europy spadło zainteresowanie pobytem w Stanach. Ale nadal są one atrakcyjne dla lekarzy, którzy mają tu doskonałe warunki pracy i wielokrotnie większe niż w Polsce zarobki. Ze Stanów przeniosłabym warunki, opiekę, jakie pacjent ma do dyspozycji. Byłam operowana w Chicago i w Polsce – to były poważne ratujące życie operacje i stwierdzam, że amerykański pacjent ma całodobową wspaniałą opiekę – 1 pielęgniarka na 1 pacjenta. Jest sam w pokoju z łazienką, odwiedzający ma możliwość skorzystania z fotela, kanapy. Ma dostęp do kawy, herbaty, przekąsek. Pacjent zamawia posiłki z karty 24 godziny na dobę.

Według mojej wiedzy taką opiekę uzyskuje pacjent dobrze ubezpieczony.
Rzeczywiście tak jest. Jeśli nie masz ubezpieczenia, nie masz domu, niski dochód, to możesz udać się do szpitala powiatowego i przychodni, gdzie otrzymasz jednak również stosowną pomoc. My Polacy chcemy dojść do amerykańskiego dobrobytu, bo to nie jest kraj dla leniwych ludzi. Pracuje się tam – w przypadku emigrantów pierwszego pokolenia – 7 dni w tygodniu. Nawet w niedzielę. Jeżeli nowo przybyły zaciągnął kredyt na dom, samochód, musi go spłacać. Staje się niewolnikiem pracy.

Co jest dzisiaj modne w Stanach?

Kwestia ekologiczna. Zacznijmy od motoryzacji. Co roku każdy samochód musi przejść test na jakość wydalanych spalin. Amerykanie dbają o powietrze. Woda jest pobierana w Chicago z jeziora Michigan i stale wymienia się rury wodociągowe metalowe po to, by zapobiec jej zanieczyszczeniu. Włodarze dbają o estetykę miasta – zieleń, urozmaicają wystrój parków stosownie do pory roku. Na uwagę zasługuje fakt, że rośnie mnóstwo zieleni. Chicago nie stało się miastem betonu, mimo ogromnych wieżowców. Każda wolna przestrzeń jest zagospodarowana trawnikiem, drzewami, kwiatami. Wycinka drzew dokonuje się pod ścisłą kontrolą stosownych służb. Taka zielona sceneria daje wrażenie, że nie przebywamy w zatłoczonym mieście, ale wśród zieleni. Jest na to powszechna zgoda.
Mieszkańcy dbają o porządek – zaśmiecanie papierami, butelkami jest napiętnowane. Dodajmy, że dotyczy to tak zwanych dobrych dzielnic.

Co to są te dobre dzielnice?
Zamieszkują w nich ludzie pracujący, właściciele domów i apartamentów, mający stałą pracę i stałe dochody. Na dalekich przedmieściach mieszkają ludzie najbogatsi.

Jaki procent stanowią w społeczeństwie chicagowskim slumsy?
Nie mam takich danych. Najbardziej niebezpieczną dzielnicą jest Riverdale i Englevood, Poolman, Garfield Park. Większość kryminalnych spraw – około 80 % – rozgrywa się w środowiskach multikulti. Przemyt, narkotyki, handel bronią.

Jak zaowocuje Twoje egzystencjalne doświadczenie z Chicago?
Mimo tego, że tak dobrze jest w Ameryce, wracam. Chciałabym jednak przeszczepić sposób myślenia Amerykanów. Powinniśmy być lepszymi obserwatorami rzeczywistości, ludzi i wykonać wysiłek w kierunku wnioskowania o mechanizmach, procesach rządzących społecznościami. Musimy wyzbyć się takiej ambiwalencji, wahadła – od megalomanii do kompleksów. My Polacy nadal jesteśmy wiecznie niezadowoleni, brakuje nam życzliwości na co dzień. Dbajmy o kulturę bycia, uśmiechajmy się więcej do siebie, mimo problemów, które każdy z nas przecież ma. Życzliwość sprawi, że dzień każdego z nas będzie lepszy. Oczywiście nie jest to równoznaczne z magicznym myśleniem – porzuć kłopoty, a będzie dobrze. Polska to trudny kraj. Za naszymi doświadczeniami stoi historia –
skomplikowana. Ta historia zmieniła nasz genotyp. Nie potrafimy się z tego otrząsnąć. Odczuwamy ból, niepewność jutra, co się przekłada na życie rodzinne i społeczne. Mam w sobie ten gen i wracam do Polski ze świadomością, że można poradzić coś na tę wieczną udrękę. Trzeba chcieć. Pobyt za granicą dał mi wiedzę o własnych ograniczeniach, jednocześnie o ogromnych zaletach Polaków. Jesteśmy błyskotliwi, przebojowi, pracowici, zdeterminowani…. I co najważniejsze w Polsce jesteśmy u siebie. Polaków wraca coraz więcej…

Jest czas wakacyjny, podróżujemy w różne zakątki świata. Czy warto zwiedzić Chicago?
Chicago jest miastem, w którym sezon ogórkowy nie istnieje i można świetnie się relaksować przez całe wakacje. Najrozsądniej jest wybrać się do śródmieścia, które oszałamia wielkością i liczbą wieżowców już wiele mil przed dotarciem na miejsce. W opinii wielu chicagowskie centrum ma miano najpiękniejszego w całych Stanach. Kiedy jadę tam autostradą 94, zawsze mam wrażenie, że zaczynają sią rozciągać przede mną zaskakująco regularne i potężne twory geologiczne, masywy niebudowane ludzką ręką, ale tworzone przez naturę. W śródmieściu zmniejszam się – jakby do rozmiaru mrówki – chodząc po granitowych chodnikach kanionów ulic narażona na przeciągi. Szkło, marmur i beton nade mną, a podziw nad fenomenem architektury – we mnie. Uczucie to potęguje podróż statkiem po rzece Chicago, która meandruje wśród wieżowców jak pośród gór – taki mały spływ Dunajcem. Jednym z najsłynniejszych wieżowców jest Willis Tower, gdzie można się przespacerować po szklanym balkonie, mając pod stopami przepastną czeluść o głębokości ponad 400 m. Po takich emocjach wybornie smakuje obiad w restauracji kilka pięter niżej, a potem to już tylko spacer do Millenium Park, na skraju którego stoi stalowa, błyszcząca o idealnie gładkiej powierzchni brama przypominająca ogromne ziarno fasoli. W niej przeglądają się przepływające chmury, a życie miasta odbija swe oblicze, tworząc nieregularne formy. Chicago oferuje ogrom rozrywek kulturalnych. Odbywa się tu co roku największy na świecie festiwal bluesa, ponadto gospel i jazz festiwale. Trwają one 3-4 dni i dzieją sią na 4. scenach. Przez całe lato odbywają się na powietrzu koncerty muzyki operowej i symfonicznej, projekcje filmowe, nauka tańca. W Parku Millenijnym zawsze występują najlepsi z najlepszych, a wszystkie te atrakcje są za darmo! Wakacyjne życie skupia się nad jeziorem. Oprócz wielu plaż (w tym dla psów!) zaopatrzonych w punkty gastronomiczne, ale również z możliwością grillowania, są tu liczne przystanie dla żaglówek i motorówek. Ruch na jeziorze Michigan jest ogromy. Kwitnie windsurfing, kajakarstwo. A jak już jesteśmy na pokładzie statku wycieczkowego – widok na nabrzeże jest bezcenny, w gratisie – wiatr we włosach, słońce, duża fala na jeziorze, a wieczorem pokaz sztucznych ogni na molo – to jest to! Chicago jest ogromnym zagłębiem rekreacji, rozrywki i wypoczynku. Wielu mieszkańców Chicago decyduje się na spędzenia lata na miejscu, ale spora część wylatuje do ośrodków all inclusive na Jamajce, w Meksyku czy Dominikanie. To już inna bajka…

Dziękuję za rozmowę.

By pisplo2

Ta strona wykorzystuje pliki Cookies. W każdej chwili możesz je skasować i zablokować w Twojej przeglądarce. Polityka Cookies

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close