Małgorzata Ogonowska

     Wiara jest czymś osobistym, wiara jest w darze. Wiara jest skierowana ku Bogu i drugiemu człowiekowi. Uwydatnieniu tej prawdy służą świadectwa przedstawionych osób. Dotyczą one przeżycia Triduum Paschalnego i Świąt Wielkanocnych. Są niezwykłe ze względu na autentyczność, prywatność, głęboką świadomość przynależności do chrześcijan. Z nadzieją i czystym sercem wypatrujmy Świąt Wielkiej Nocy.

 

Ewa – lekarka, animatorka kultury

       Wielki Czwartek. Pamiątka ustanowienia Eucharystii. „Święto księży”. Uświadamia mi, jakim darem jest dla mnie Eucharystia. Zwłaszcza teraz, podczas pandemii, gdy z oczywistych względów bezpieczeństwa możliwość pełnego korzystania z sakramentów jest ograniczona. Owszem, można uczestniczyć we mszy poprzez telewizję czy Internet. Można wybrać mszę, podczas której świetne kazanie wygłosi doskonały kaznodzieja. Ale to nie zastąpi osobistego uczestnictwa we mszy świętej, z możliwością spowiedzi i przyjęcia komunii. I nieważne, że ta msza jest czasami odprawiona byle jak lub że kazanie jest o niczym. Nie dla księdza przychodzę do kościoła. Kapłan to przecież człowiek taki jak ja, z wadami i zaletami, nie musi mieć zdolności do wszystkiego. Ode mnie różni się tym, że to właśnie on został wybrany przez Chrystusa do posługi, dzięki której możemy korzystać z najważniejszych darów Bożych – sakramentów. A że ksiądz nie jest idealny? Ja też nie jestem. Nie jest wybitnym mówcą? Może ma inne talenty. Nie oceniam. Wolę pracować nad sobą, by wykonywać swoje zadania najlepiej, jak potrafię. A siły do tej pracy daje mi uczestnictwo w Eucharystii. Wdzięczna jestem księżom za ich posługę; doceniam wyrzeczenia, jakie podjęli wybierając drogę kapłaństwa i modlę się, by wytrwali w powołaniu i mieli siły do walki z pokusami.

„Kościół to nie tylko dom z kamieni i złota, Kościół żywy i prawdziwy to jest serc wspólnota…”

     Wielki Piątek. Droga krzyżowa i śmierć Jezusa na krzyżu. Po ludzku niepojęte. Ten dzień uświadamia mi, że tylko miłością można zwyciężyć każde zło. Ale to nie jest proste. Jakie trudne są krzyże codzienności, gdy ktoś nam ubliża czy nas lekceważy. Niektórym nieżyczliwość wobec innych przychodzi tak łatwo, jakby im za to płacono. Jak trudno wtedy wybaczyć. Jak boli złe słowo. Ale jeśli uda się przebaczyć, spływa na duszę pokój – ulga wielokrotnie większa niż satysfakcja z błyskotliwej wygranej w pojedynku słownym. Te codzienne krzyże pomagają mi wzrastać w pokorze i miłości. Wielki Piątek – dzień zadumy nad Miłością, która na Krzyżu zwyciężyła wszelkie zło.

„To nie gwoździe Cię przebiły, lecz mój grzech… Choć tak dawno to się stało widziałeś mnie.”

       Wielka Sobota. Woda i światło. Niezwykła symbolika. To dzień wdzięczności za sakrament chrztu świętego, od którego rozpoczęła się moja droga do Światła. Sakrament, który włączył mnie do Kościoła – wspólnoty ludzi wierzących. Sakrament, dzięki któremu mogę korzystać z innych sakramentów dających mi siłę do pokonywania codziennych trudności i czerpania radości z tego, co przynosi każdy dzień. Blask Światła, do którego zmierzam, odbija się w oczach ludzi, którzy dotknęli Boga. Rozpoznaję ich z daleka i jestem wdzięczna Bogu za ich obecność w moim życiu.

„Przez chrztu świętego wielki dar, o Chryste, z Twej hojności Twym dzieciom wiary dałeś skarb – nadziei i miłości”.

       Niedziela Wielkanocna. Zmartwychwstanie. Wielkie święto Miłości. Tę nadzieję zmartwychwstania obserwuję u moich ciężko chorych pacjentów. W oczach pacjenta głęboko wierzącego widzę spokój i siłę do niesienia krzyża swojej choroby, nawet mimo niepomyślnej diagnozy. W tych oczach nie ma lęku. To buduje moją wiarę i daje nadzieję. Śpiewam za braćmi z Taize: „Nie bójcie się, radujcie się, Chrystus rzeczywiście z grobu wstał.

 

Krzysztof – architekt, wrocławianin

       W tym roku zaliczyłem równą 60-tą wiosnę życia, a więc tych „Wielkich Nocy” przeżyłem już trochę. Natura człowieka (przynajmniej moja w tym przypadku) jest taka, że z biegiem lat jego wrażliwość zdolność przeżywania różnych wydarzeń w życiu niestety spada, a nie rośnie, zatem pomyślałem sobie, że raczej napiszę nie o tegorocznych Świętach Zmartwychwstania Pańskiego, ale o tych, które utkwiły w mojej pamięci najbardziej.

Wydarzenie to rozegrało się   5 kwietnia 1985 roku, w Wielki Piątek, a więc prawie 36 lat temu. Była to wtedy zupełnie – jak się domyślamy – inna rzeczywistość, niż ta dzisiaj, a ja też byłem młodym człowiekiem. Tego dnia, prawie punktualnie o godzinie 15:00 (a wiadomo, że ten dzień i ta godzina mają dla nas Chrześcijan znaczenie symboliczne), odeszła moja Ukochana Babcia Filomena, Mama mojej Mamy. Można powiedzieć, że Babcia w pewnym okresie mojego życia była osobą przeze mnie najbardziej kochaną, nawet bardziej niż Mama i Tato. Babcia np. nigdy w życiu nie dała mi „klapsa”, można zatem powiedzieć, że miłość była całkowicie „odwzajemniona”.

Babcia miała 86 lat, była osobą bardzo schorowaną, przez dłuższy czas nie wstawała z łóżka. Od kilku lat mieszkała z nami. Największą dolegliwością Babci było coś w rodzaju „miażdżycy mózgu”. Prze ostatnie lata żyła we własnym świecie, nie poznawała swoich córek
i mojego Taty. Uważała, że są to obcy ludzie. Było to bardzo przykre i w jakiś sposób niesprawiedliwe, bo moja Mama, moja Ciocia i mój Tato wiele poświęcili, aby zapewnić Babci odpowiednią opiekę przez ostatnie lata jej życia. Moja Mama, by móc być w domu i opiekować się chorą Babcią, przeszła na wcześniejszą emeryturę. Co ciekawe i dla mnie niezwykle ważne – jedynym człowiekiem, którego Babcia zawsze rozpoznawała – byłem właśnie ja.

Pamiętna dla mnie Droga Krzyżowa odbyła się w dniu śmierci Babci. W tamtym czasie dość aktywnie uczestniczyłem w Duszpasterstwie Akademickim w naszej parafii Św. Karola Boromeusza we Wrocławiu. Śmiercią Babci byłem tak przygnębiony, że początkowo w ogóle nie czułem się na siłach, aby uczestniczyć w tej Drodze Krzyżowej organizowanej przez nasze Duszpasterstwo Akademickie. Ale w pewnym momencie poczułem taki imperatyw, aby ofiarować tę Drogę Krzyżową w intencji Babci. Do dzisiaj pamiętam, jak modliłem się za Jej duszę, pozostało mi też w sercu, jak wielkie wrażenie informacja o Jej śmierci wywarła na naszym Duszpasterzu Ojcu Józefie (franciszkaninie), który przychodził do Babci, udzielając Komunii Świętej i ostatecznie Sakramentu Chorych.

Całe tamto Triduum Paschalne i Wielkanoc sprzed 36 lat pozostawiło w mojej pamięci niezatarty ślad właśnie poprzez splot zdarzeń o znaczeniu eschatologicznym i z powodu osobistej rodzinnej tragedii. Jestem Katolikiem i od najwcześniejszych lat byłem przez moich Rodziców wychowywany zgodnie z zasadami naszej wiary.

Jedno jest pewne – co roku bardzo duże wrażenie wywiera na mnie procesja złożenia Ciała Pana Jezusa w grobie na zakończenie Liturgii Wielkopiątkowej, kiedy to wierni śpiewają refren pieśni: „Odszedł Pasterz nasz, co ukochał lud. O Jezu dzięki Ci, za Twej męki trud…” Poczucie dojmującego smutku, jakie temu towarzyszy, jest zawsze  wielkie. Ale na szczęście ta historia tak się nie skończy.

Już wkrótce, za dwa dni czeka nas wielka radość. I to nadaje sens naszemu życiu…

 

Zbigniew – emerytowany nauczyciel wychowania fizycznego, pasjonat piłki nożnej

Wielkanoc to dla mnie najważniejsze Święto w roku. Pamiętam ten czas, gdy od Wielkiego Czwartku   życie nabierało innego wymiaru. Świat wokół mnie wyciszał się. W Wielki Piątek i Wielką Sobotę przychodził okres refleksji i zadumy. Nie czuje się tej ciszy dzisiaj. A przecież ile Jezus Chrystus musiał wycierpieć, jak przepotężny ból znieść, jakież upodlenie… to nie mieści się w głowie. Dzisiaj ci, którzy rozrabiają w Kościele, mają w sobie pustkę, dlatego trzeba przywrócić wagę Świąt Wielkiej Nocy, pobudzić serca i umysły. Wzbudzić refleksję.

Głęboko przeżywam Drogę Krzyżową. Szczególne miejsce oddające mękę Pańską to Kalwaria Zebrzydowska. Odwzorowuje bolesne ukrzyżowanie w Ziemi Świętej. Będąc tam, poczułem szczególność cierpienia w Drodze Krzyżowej.

Dzisiejszy czas jest szczególnie trudny z powodu pandemii. Obawiam się tego naszego usprawiedliwiania z powodu obostrzeń, rzadkiego uczestnictwa we mszy św., zwalnia siebie samego z obowiązków religijnych katolika. Czy to nie spowoduje powszechnego kryzysu wiary?

Chcę podążać za Chrystusem. Po tamtej stronie Go zobaczę. Staram się żyć, jakby dzień dzisiejszy był ostatni. Angażuję się społecznie, by coś dobrego zrobić dla ludzi, by coś po sobie zostawić. Nie marnować życia.

Skąd siły? Czuwa nade mną Opatrzność. Gdyby Pan uznał, że moje działanie niczemu nie służy, toby tej siły mi nie dał.

 

Barbara, katechetka

Ostatni tydzień przed Niedzielą Zmartwychwstania Pańskiego to Wielki Tydzień, najważniejszy czas przygotowania do Wielkanocy. Głębokie przeżycie i zrozumienie tego okresu pozwala odkryć sens życia, odzyskać nadzieję i wiarę. Same Święta Wielkanocne, bez prawdziwego przeżycia poprzedzających je dni, nie dadzą nam możliwości zrozumienia wielkiej Miłości Boga do każdego z nas. To nie tylko tradycja, do której trzeba się przygotować przez „wielkie sprzątanie”, ale to możliwość duchowego przygotowania się do tego najważniejszego dla chrześcijan Święta. Wiele rodzin polskich przeżywa Święta Wielkanocne, zubożając ich treść. W Wielkim Tygodniu robi się porządki i zakupy. To jeden z najbardziej zaganianych tygodni w roku, potem często brakuje sił na pójście do kościoła w czas Triduum Paschalnego.

Wielki Tydzień otwiera Niedziela Palmowa. Nazwa pochodzi od wprowadzonego w XI w. zwyczaju święcenia palm. Liturgia tego dnia wspomina uroczysty wjazd Jezusa do Jerozolimy, bezpośrednio poprzedzający Jego Mękę i Śmierć na Krzyżu. Witające go tłumy rzucały na drogę płaszcze oraz gałązki, wołając: „Hosanna Synowi Dawidowemu”. Z ogromną uwagą wsłuchuję się w uroczyście czytaną „Mękę Pańską”, zdając sobie sprawę z tego, że to dla mnie cierpiał i umarł Chrystus.  Poświęconą tego dnia palmę wstawiam do wazonu, by strzegła mojego mieszkania od nieszczęść i zapewniała błogosławieństwo Boże.

Poniedziałek, wtorek i środa Wielkiego Tygodnia są dniami szczególnie poświęconymi sakramentowi pojednania – nie wyróżniają się niczym, jeśli chodzi o liturgię. Staram się dużo wcześniej skorzystać ze spowiedzi, ale zdarzało mi się udać do konfesjonału na początku Wielkiego Tygodnia, by oczyścić serce.  Nie odkładam tego na dni Triduum Paschalnego, bo wtedy nie mam szansy na głębokie przeżycie tych wyjątkowych liturgii.

Zupełnie inaczej przeżywa się Poranek Wielkanocny, gdy poprzedziło go uczestnictwo w liturgii Triduum Paschalnego. To dla mnie najważniejsze dni w roku. W Wielki Czwartek obchodzimy święto kapłanów, ponieważ w tym dniu w czasie Ostatniej Wieczerzy został ustanowiony sakrament kapłaństwa oraz sakrament Eucharystii. Piękna liturgia tego dnia i życzenia dla kapłanów. Należę do grupy Odnowy w mojej parafii i to my mamy przyjemność wręczenia im symbolicznego kwiatka i podziękowania za ich służbę.  Po Mszy św. chwila zadumy przy „ciemnicy”.

Dzień Męki i Śmierci Chrystusa. W tym dniu staram się, by domu panowała cisza pozwalająca mi głębiej przeżyć Misterium Męki i Śmierci Jezusa. Wyłączam radio, komputer, telewizor i staram się wewnętrznie wyciszyć i skupić na modlitwie. Pomaga mi w tym post ścisły, a więc nie tylko jakościowy, ale i ilościowy. Wieczorem biorę udział w liturgii wielkopiątkowej – jest ona długa, ale bardzo bogata i piękna: Liturgia Słowa poprzedzona procesją i leżeniem krzyżem przez kapłanów przed obnażonym ołtarzem, uroczysta adoracja krzyża, komunia i procesjonalnie przeniesienie Najświętszego Sakramentu do Grobu Pańskiego.

Wielka Sobota jest dniem spoczynku Pana Jezusa w Grobie. To nie dzień żałoby, ale powinien być wypełniony zadumą nad cudem Zmartwychwstania. Od rana malowanie pisanek, przygotowanie koszyczka, by   iść ze „święconką” do kościoła. Wtedy też odwiedzam Jezusa w grobie, z nadzieją w sercu czekając na Zmartwychwstanie.

Po zapadnięciu zmroku rozpoczynają się obchody Wigilii Paschalnej – jest to najbardziej uroczysty wieczór w roku liturgicznym. Wigilia Paschalna nie jest częścią Wielkiej Soboty, jej radosna liturgia należy już do obchodów Dnia Zmartwychwstania. Obchód Wigilii Paschalnej składa się z czterech części: Liturgii Światła, Liturgii Słowa, Liturgii Chrzcielnej i Liturgii Eucharystycznej. W czasie Liturgii Światła kapłan przed kościołem poświęca ogień, odpala paschał, wnosi uroczyście światło do ciemnego kościoła i śpiewa Orędzie Paschalne. W drugiej części są czytane fragmenty Pisma Świętego, w których rozważamy, co Bóg uczynił dla nas od początku świata. Podczas Liturgii Chrzcielnej ksiądz dokonuje poświęcenia wody, a wierni odnawiają przyrzeczenia chrzcielne. Odnowieni biorą udział w Mszy Paschalnej, w czasie której zabrzmią wszystkie dzwony i dzwonki.

Wielki Czwartek, Wielki Piątek i Wielka Sobota z Niedzielą Paschalną są dniami szczególnie bogatymi w obchody liturgiczne. Staram się w pełni z tego bogactwa skorzystać. Jest to wspaniały dar Kościoła, który ubogaca mnie i zbliża do Chrystusa. To szansa zanurzenia się w tajemnicę Bożej Miłości, odnowienia życia, odnowienia wiary i nawrócenia się do Boga.

 

Tomasz, katecheta

Po 40. dniach wielkopostnych wyrzeczeń i przygotowań chrześcijanie przeżywają Święta Wielkanocne. Wielka Noc – to noc jedyna, niezwykła, ponieważ wtedy Chrystus pokonał śmierć i zmartwychwstał. Zmartwychwstanie Chrystusa jest symbolem Jego zwycięstwa nad grzechem i śmiercią. To właśnie powoduje radosne przeżywanie Świąt. Daje nam wszystkim nadzieję życia wiecznego w niebie.

Ale co zrobić, gdy radości świętowania brakuje? Tak było rok temu, Wielkanoc 2020 na długo pozostanie w mojej pamięci. To czas początku epidemii w naszym kraju. Zamknięte i puste kościoły, nabożeństwa bez udziału wiernych, błogosławieństwo święconek w domu i wszechobecna niepewność. To wszystko mnie przerażało, zwykle przecież święta wyglądały inaczej. Co mogłem zrobić jako osoba wierząca? Coś, czego Chrystus oczekuje od każdego z nas – zaufania. Zaufać Jezusowi, to zgodzić się w pełni z wolą Bożą, pozwolić   Mu „prowadzić” siebie. Jezu, ufam Tobie – to zdanie z obrazu Jezusa Miłosiernego zna chyba każdy. Zaufanie w życiu codziennym jest czymś, co ofiarujemy drugiej osobie. Mówi się często, że obdarzamy kogoś zaufaniem. Fakt, że znalazł się ktoś, kto mi ufa, ma ogromny wpływ na moje postępowanie. Zaufanie wydobywa z człowieka to, co w nim najlepsze. Podobnie jest z ufnością Jezusowi. Ja to uczyniłem. I choć wyda się to dziwne, w Wielki Czwartek, po przyjęciu Komunii Świętej, poczułem spokój i zaczęła wracać radość wielkanocnego świętowania.

Poprzez swoje świadectwo do takiego zaufania Chrystusowi zachęcam wszystkich, szczególnie młodzież, której inne wartości prezentuje dzisiejszy świat. Patrzę z perspektywy minionego roku – pojawiły się trudne i ciężkie momenty, ale to tylko umocniło mnie w wierze. Doświadczenia życiowe na pewno są sprawdzianem, na ile – jako ludzie wierzący ufamy Chrystusowi i pozwalamy, aby Bóg kierował naszym życiem. Zmartwychwstały Chrystus nie zostawia nas samych, On nam błogosławi i daje siłę na każdy dzień życia.

 

Wysłuchała, zebrała – Małgorzata Ogonowska

By pisplo2

Ta strona wykorzystuje pliki Cookies. W każdej chwili możesz je skasować i zablokować w Twojej przeglądarce. Polityka Cookies

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close